Obiecałam im, że im tego nie daruję.
Więc niedzielne popołudnie. Zasiadamy do gry. Zapowiada się długa przeprawa, więc Mike proponuje kawę.
Misiu: Już ja Ci zrobię taką kawę - zaciska dłoń w piąstkę - że Ci wszystko stanie.
Mike: No to świetnie. A będę mógł spać na brzuchu.
Misiu: Nie. Lewarek będzie Ci przeszkadzał.
Loni patrzy to na jednego, to na drugiego, z otwartym pyszczkiem.
Loni: Ale wy głupiiii jesteścieeee....
Ostatnio Misiu droczył się z Loni. Przekomarzanki, dokuczanki. W końcu Misiu mówi coś, czego Loni znieść nie może i musi zareagować. Wykrzykuje:
- No teraz to przesadziłeś!
- To była hiperbola. - odpowiada spokojnie i poważnie Misiu. - No wiesz, taka przesadnia.
Loni opada na wersalkę.
Kwiatek, po którym podjęłam decyzję, że muszę zacząć to spisywać. Kilka miesięcy temu to było.
Jedziemy sobie autkiem. Przednia szyba troszkę przykurzona.
Misiu włącza spryskiwacze, po których automatycznie leniwie włączają się wycieraczki i zaczynają zbierać płyn razem z brudem. Misiu dociska wajchę wycieraczek (które z tej racji zaczynają szybciutko machać się po szybie), warcząc (jak mały, rozbrykany smok):
- Szybciej! - po czym zerka ukradkiem na Loni, która patrzy na niego z uniesionymi brwiami i rozdziawioną buzią. - Uwielbiam im rozkazywać. - tłumaczy jej, gdyby nie zrozumiała kompleksowego zachowania Misia.
Kilkanaście sekund ciszy, Loni stara się przetrawić to, co przed chwilą zaszło.
- Uwielbiam, jak ktoś gra jak mu zagram. - znów cisza, obie postaci analizują właśnie wypowiedziane zdanie. - Skacze jak mu zagram? - próbuje znów Misiu. - Tańczy jak mu zagram? - dodaje niepewnie Misiu.
Loni opada na deskę rozdzielczą.
Reaktywuję bloga.
Ale teraz w innym charakterze.
Będę tutaj zamieszczać "kwiatki mojego misia"
Zdarzają się takie momenty, że jak coś palnie... to nie wiadomo gdzie uciekać.
Żałuję, że tak późno się na to decyduję. Większości już nie pamiętam. Ale teraz będę się starać spisywać na bieżąco.
Okaeri Loni!
Jest źle, kiedy milczę.
Jest źle, kiedy mówię.
Jest żle, kiedy próbuję chwytać każdą przyjemną chwilę wśród szybko mijających dni.
Jest źle, kiedy budzę w sobie nadzieje, że można sięgnąć gdzieś dalej.
Jest źle, kiedy staram się wybić z szarej anonimowej masy.
Czesm czuję się tak strasznie bezużyteczna.
Wolę milczeć.
I będę.
Dawno mnie nie było
Nie było czasu
Nie działo się nic godnego uwagi
Chociaż w zasadzie działo się dużo.
Upajam się urokami młodej żony.
Powoli wdrażam się w obowiązki rodzinne.
Nie ma już zupki chińskiej na obiadek. Zawsze trzeba zrobić coś dobrego, dla siebie, dla męża.
Ostatnio była zupka szczawiowa i kopytka z sosem pieczarkowym. Niestety, po siedmiu godzinach na nogach - zakupy kuchnia sprzątanie kuchnia - nie miałam już weny na tiramisu.
Uczę się powoli pogodzić - pracę, często po godzinach, z pracami w domu i jeszcze z kilkoma chwilami dla siebie.
Planujemy wakacje.
Miejsce już jest, nad polskim morzem. Ale po drodze i w okolicach mnóstwo innych atrakcji. O dziwo, spośród dwóch ofert noclegów, oferta z parkingiem przegrała na rzecz oferty z bezprzewodowym internetem...
Pracuję nad nową stronką internetową.
Jestem w 1/3 prac nad tłumaczeniem tekstów.
Stronka będzie związana z marzeniami, które mam zamiar sobie powoli spełniać. Stronka bardzo tematyczna. Narazie utrzymam to w tajemnicy. Jak już stanie na serwerze, wtedy się pochwalę. Mój mąż grafik pomaga mi ją skonstruować. Będzie urocza.
A co do marzeń - fakt, będę sobie powoli spełniać.
Dorobiłam się prawka. Więc będzie można wyskoczyć tu i tam, pozwiedzać, bez zmartwienia, czy będzie jakaś komunikacja.
Więc powoli wybieram miejsca z marzeń, które wpisuję na listę pierwszych rzeczy do zwiedzenia.
Mamy niunię.
Wkrótce jej zdjęcie. Jest malutka, ma takie malutkie ciałko i takie malutkie łapki.
Niedługo moja firma ma przeprowadzkę.
Ja też bym chciała się przeprowadzić, najlepiej do jakiejś małej wioseczki pod Wrocławiem.
A ja czuję sie spełniona w pracy. Gdyby tylko nie było wszystko na wczoraj. Gdyby nie to ślęczenie po godzinach.
Czuję się dobrze.
Wprowadzam się w stany depresyjne z nastawieniem pozytywnym.
Czyli, próbuję błogość depresji przenieść na grunt szczęścia i satysfakcji.
Chociaż nadal zostaje ten gorzki posmak...
No, to by było na tyle suchych wiadomości od Loni.
Odezwę się wkrótce, mam nadzieję.
Pa.
PS. A tak dla sprostowania, niunia ma niewiele ponad 10 cm długości i bynajmniej nie jest dzidzią :)
a kiedy nikt nie będzie patrzył
i gdy nikt nie będzie widział
skryję się w swej fortecy
zakryję twarz poduszką
zasnę
i wrócę do swojego zamku
do swych kamiennych murów
chłodu kamiennej posadzki
zieleni dziedzińca
i mroźnego wiatru na wieży
wrócę do swojego zamku
by już nigdy się nie zbudzić
by zostać tam na zawsze
No time for goodbye he said
As he faded away
Don't put your life in someone's hands
Their bound to steal it away
Don't hide your mistakes
'Cause they'll find you, burn you
Then he said
If you want to get out alive
Run for your life
This is my last time she said
As she faded away
It's hard to imagine
But one day you'll end up like me
Then she said
If you want to get out alive
Run for your life
If I stay it won't be long
Till I'm burning on the inside
If I go I can only hope
That I make it to the other side
If you want to get out alive
Run for your life
If you want to get out alive
Hold on for
If I stay, it won't be long
Till I'm burning on the inside
If I go I can only hope
That I make it to the other side
If I stay, it won't be long
Till I'm burning on the inside
If I go, if I go
Burning on the inside
Burning on the inside
Burning on the inside